We don`t have a monopoly. We have market share. There`s a difference.
--- Steve Ballmer, Microsoft

Niełatwe życie internetowej wyroczni

Publikacja: 27 lutego 2011 | Autor: | Kategoria: Technologia, Urządzenia mobilne | Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 4 »

Na Spidersweb opublikowany został interesujący wywiad przeprowadzony na Mobile World Congress w Barcelonie z Horace’em Dediu, jednym z najbardziej rozpoznawalnych analityków rynku urządzeń mobilnych. Dediu i jego publikacje na blogu Asymco charakteryzują się świetnym podejściem do liczb oraz sposobów ich przedstawiania, co w połączeniu z poprawnymi danymi wejściowymi daje dosyć często wyniki analiz oraz przewidywania lepsze niż potrafi podać większość innych specjalistów. Jednakże nie oznacza to, iż Dediu ma zawsze rację.

Jednym z najważniejszych i jednocześnie jednym z najmniej jawnych czynników każdej prognozy jest nastawienie emocjonalne do przedmiotu analizy. Te same dane dotyczące nowej wersji dowolnego produktu Microsoftu, które każdy fan produktów korporacji z Redmond uzna za świadczące o jego supremacji, dla fanów innych systemów operacyjnych niż Windows z reguły okazują się być dowodem na jego przestarzałość i/lub niedopasowanie do potrzeb użytkowników. Ten sam mechanizm oczywiście dotyczy również produktów Apple czy dowolnej innej firmy o szerokiej rozpoznawalności marki, czyli posiadającej odpowiednio oddanych i zaangażowanych fanów.

Wpływ odczuć emocjonalnych niestety można również zauważyć w opiniach Horace’a Dediu: dosyć często jego nastawienie do danej marki lub zjawiska przesłania mu realny obraz rynku i prowadzi do błędnych wniosków. Jednym z bardziej jaskrawych przykładów tego typu opinii Dediu jest jego stanowisko w kwestii rozwoju Androida oraz udziału systemu w światowym rynku, wyrażone przez niego w serii publikacji na blogu Asymco w listopadzie 2009 roku we wpisach: The Symmetry of Google and Microsoft in Mobile ; Android Business Fashion Model ; Stack ‘em high! .

Wnioski zawarte w wymienionych tekstach prezentują się następująco:

  • Android w najlepszym wypadku powtórzy niszową karierę Windows Mobile, gdyż został stworzony jako reakcja na produkt Microsoftu, ale nigdy nie przekroczy poziomu 14% udziału w rynku, i jak stwierdza Dediu „I for one do not ‚hope that Android succeeds’. It’s a foregone conclusion that it will not. It’s not a matter of hoping.”;
  • Android nie jest w istocie realnym systemem oferowanym przez Google’a, lecz otwartą – a ta otwartość jest już sama w sobie określeniem pejoratywnym – alternatywą dla podupadających producentów sprzętu chcących zastąpić Symbiana, Windows Mobile oraz Linuksa „[...]to create the same type of convoluted, fractionalized, and poorly integrated products they’re already making. This is also why Symbian, Windows Mobile, Motorola, and Sony Ericsson are all failing commercially.” , oraz jak Dediu przewiduje, Google nie będzie udostępniał istotnych innowacji w swoim systemie, lecz będzie starał się zarobić na oprogramowaniu dodatkowym, nazywanym przez autora „spyware” i „adware”;
  • Android nie będzie cieszył się jakimś specjalnym zainteresowaniem twórców oprogramowania, gdyż posiada w 2009 i będzie posiadał w nadchodzących dwóch latach znikomą w porównaniu z produktami Apple ilość sprzedanych urządzeń na rynku; Nokia, RIM oraz Samsung nie będą sprzedawać urządzeń z Androidem chroniąc swoje własne systemy; przyjmując nawet nierealną wartość wzrostu sprzedaży urządzeń z Androidem na 270% rocznie (czyli znacznie więcej niż kiedykolwiek miał iPhone), według Dediu urządzenia z mobilnym systemem Google’a osiągną co najwyżej liczbę 30 milionów egzemplarzy na rynku pod koniec 2011 roku i jak podsumowuje „One Android device for every five iPhone OS devices does not compel ecosystem switching costs for developers. Fragmentation and low volumes coupled with a tenuous vendor story leads us to conclude that iPhone will still have the upper hand by 2011.”.

Według badań Gartnera, opublikowanych w lutym 2011 roku, sytuacja na rynku urządzeń mobilnych wygląda inaczej. Udział Androida w rynku smartfonów w 2010 roku oszacowany został na 22,7% przy sprzedaży ponad 67 milionów urządzeń, co względem roku 2009 stanowi ponad 880% procent wzrostu. Samsung jest jednym z głównym sprzedawców urządzeń z Androidem na pokładzie, Nokia przy okazji przestała bronić swojego systemu, mimo że upadający Symbian wciąż był w 2010 roku najczęściej kupowanym systemem mobilnym. Statystyki dotyczące Android Marketu pokazują nie tylko istotny przyrost aplikacji – ale co najistotniejsze dla twórców oprogramowania – również drastyczna zmianę stosunku ilości aplikacji bezpłatnych do płatnych na platformę Google’a.

Z kolei w tekście z lutego 2011 roku Two turkeys don’t make an eagle, but no penguin will ever soar Dediu wyraża opinię, iż Android posiada dużą zdolność do modyfikacji, o czym świadczą jego pierwotne projekty, wyraźnie skierowane na podjęcie walki z produktami firmy RIM, a po wprowadzeniu urządzeń Apple’a z ekranami pojemnościowymi zaczął naśladować ich „user experience”. To, w kontekście informacji o partnerstwie Nokii i Microsoftu, prowadzi autora do wniosku, iż „[...]This is not a judgement, but an observation: Nokia and Microsoft may not make an Apple but neither will Android ever create the future.” Pytaniem otwartym pozostaje, co stało się z koncepcją Androida jako odpowiedzią na Windows Mobile, wyrażoną przez Dediu rok wcześniej.

Oprócz błędów typowo „emocjonalnych” – nie każdy przecież musi kochać zielone roboty – zdarzają się Horace’owi Dediu pomyłki natury nieco bardziej abstrakcyjnej, jak tezy zawarte w publikacji What Google can learn from John Sculley: How technology companies fail by placing their strategy burden on technology decisions ze stycznia 2011 roku. Autor, opierając się na wypowiedziach byłego CEO Apple’a Johna Sculleya stwierdza w tekście, iż największym błędem w działaniu firmy z Cupertino było przyjęcie architektury PowerPC. Ta decyzja miała okazać się być dla Apple’a największą pomyłką w historii, doprowadzającą firmę na skraj upadku. Dediu porównuje ten wybór zabójczej dla firmy technologii do decyzji Google’a o rezygnacji z kodeka H.264 w nowej wersji swojej przeglądarki internetowej Chrome, oraz co za tym idzie również w należącym do niego serwisie YouTube i przejście w zamian na otwartą technologię WebM.

Gdyby zarzut Horace’a Dediu sprowadzał się tylko do wyboru „otwartego” WebM, można by to dołączyć do wcześniejszej listy „błędów emocjonalnych” – Dediu po prostu nie przepada za technologiami otwartymi, czemu dosyć często daje wyraz na swoim blogu. Ale ta pomyłka sięga dalej, aż do początków lat dziewięćdziesiątych oraz do firmy będącej raczej bardzo pozytywnie odbieraną przez autora. Tym bardziej zaskakuje brak refleksji nad faktem, iż Steve Jobs wyciągając Apple z samego dna problemów przez 8 lat sprzedawał z dużym sukcesem te same procesory, które zdaniem Sculley’a i również Dediu w gruncie rzeczy zniszczyły potęgę korporacji z Cupertino.

Niedocenienie przez analityka rynkowego sytuacji ekonomicznej firmy oraz sposobu zarządzania nią, połączone z bezrefleksyjnym przyjmowaniem wyjaśnień byłego szefa tej firmy, szukającego jakiegoś „zewnętrznego” powodu upadku kierowanej przez niego korporacji, nie świadczy najlepiej o jego zdolności do chłodnego analizowania sytuacji i zjawisk rynkowych. Tim Cook i jego radykalne skrócenie łańcucha dostaw oraz czasu magazynowania towaru są znacznie sensowniejszym tematem do analizy kondycji firmy niż dywagacje człowieka, który doprowadził ją na skraj bankructwa. Tym gorzej wygląda przy tym próba porównania wyboru Google’a do decyzji Sculley’a.

Oczywiście to wszystko nie oznacza, że Horace Dediu zawsze się myli. Praca analityka jest momentami znacznie trudniejsza niż praca wróżki – a przynajmniej wróżce łatwiej ukryć błędy z przeszłości. Po prostu czytając jakiekolwiek analizy, a szczególnie te uznawane za aktualnie najlepsze, warto spróbować je raz na jakiś czas zweryfikować w podstawowym zakresie. A dla każdej osoby zainteresowanej technologiami mobilnymi, Asymco tak czy inaczej jest godne stałego czytania.




“Niełatwe życie internetowej wyroczni”
Komentarzy: 4

  1. 1 Ris  -  11:04  -   15 marca 2011:

    W jednym z ostatnich tygodników Polityka był artykuł o obiektywności we wszelakich mediach. Autor, profesor wykazywał, że coś takiego nie istnieje. Mało tego ludzie tego nie wymagają, wolą oglądać, czytać media, w tym blogi, które stoją po którejś ze stron.

  2. 2 Monkbert  -  14:43  -   15 marca 2011:

    Obiektywności jak sądzę nie da się osiągnąć bez pozbywania się człowieczeństwa, ale i tak powinniśmy próbować w jej stronę zmierzać. Szczególnie powinno to dotyczyć osób zawodowo zajmujących się formułowaniem opinii dotyczących komercyjnych rynków – blog dowolnego anonima może zawierać dowolne brednie. Blog pretendujący do miana profesjonalnego oraz opierającego się na metodach naukowych [ http://www.asymco.com/processes/ ] powinien chociaż próbować przekonywać, że ta analiza oparta jest o fakty a nie osobiste „odczucia”/emocje autora.

    Horace Dediu nie lubi systemów otwartych, i co do zasady uważa, że nie mogą odnosić sukcesów [cytat: „It’s Android so it’s open (to copyright violations)”]. Problem polega na tym, że niektóre otwarte rozwiązania sukcesy odnoszą. Autor Asymco popełnia błędy w swojej pracy, poważnie niedoszacowując Androida i obniża w ten sposób wartość swoich analiz czyli wartość swojego profesjonalizmu.

    Poprawność przewidywań dotyczących Apple’a daje mu tylko pokrycie udziału jednej firmy, a przecież pretenduje do miana analityka całego rynku a nie jego wycinka. Stąd wciąż zdarzają się wypowiedzi o Androidzie, wyglądające jak próba rozpaczliwego dobrania faktów do założeń a nie zrozumienia tego co naprawdę ma miejsce [ http://www.asymco.com/2011/03/08/disney-still-loves-android/ ] – skoro dane pokazują jak bardzo się Horace Dediu mylił to przynajmniej niech świat wie, że Android fauluje i jest „gupi”.
    A to raczej nie jest analiza, a na pewno już nie naukowa, zatem autor nie dostarcza tego, co obiecuje na Asymco.

  3. 3 LDK  -  22:11  -   18 kwietnia 2011:

    A kiedy nowy shitload of infodump?

  4. 4 Monkbert  -  23:05  -   18 kwietnia 2011:

    Jak tylko shitstorm of lazyness przerodzi się w nieodpartą potrzebę zrzutu połączoną z przezwyciężeniem obiektywnych trudności.


Dodaj komentarz